Gdy zaczynałam pracę w wydawnictwie, dostałam polecenie służbowe: zobaczyć ulicę Kolejową. Trafiłam na idealny dzień: zima, odwilż, wszędzie śniegowo-błotna maź. Ulica Kolejowa pokryta była dziurawym asfaltem, spod którego wystawała kostka, pewnie jeszcze przedwojenna. Dziury wypełnione były brudną wodą, którą rozchlapywały przejeżdżające samochody – bo ulicą Kolejową nikt (poza mną tego dnia) nie chodził – wszyscy jeździli, samochodami dostawczymi oczywiście.
Po przejściu około dwóch kilometrów dochodziło się do centrum polskiego handlu książką.